W zestawieniu ze sztuką zdobniczą „wielka sztuka” XVIII wieku ma mniejsze znaczenie.
Malarstwo podzieliło się na dwie odrębne dyscypliny: dekoracyjne i sztalugowe. Obrazy zresztą często wchodzą w skład dekoracyjnych panneaux, tak jak w ówczesnej literaturze nierzadko w jednym utworze proza występuje na przemian z wierszami. Malarstwo dekoracyjne wykorzystywano zazwyczaj, obok luster i płaskorzeźb, do ozdoby ścian. Jest ono mniej konkretne niż malowidła ścienne epok poprzednich. Oko widza nieczęsto zatrzymuje się na poszczególnych postaciach, temat zazwyczaj nie jest interesujący: rytm barw kompozycji stanowi jedynie dalszy ciąg splecionego ornamentu. Doprowadzało to do degradacji malarstwa dekoracyjnego, tym bardziej że techniczne osiągnięcia produkcji gobelinów i dywanów, projektowanych przez tak znakomitych artystów, jak na przykład Boucher, rozstrzygały konkurencyjną walkę pomiędzy panneau i tkaniną na korzyść tej ostatniej.
W malarstwie XVIII wieku przeważała tematyka pastoralna i „style galant”. W istocie nie było to nic nowego: pastoralne motywy pochodzą z XVI wieku, a „style galant” uprawiany był już w samych początkach XVIII stulecia przez Watteau. Lecz obecnie znika ze scen pasterskich prawdziwe uwielbienie wiejskiej prostoty i szczera namiętność uczuć, jakie spotykaliśmy jeszcze w czasach renesansu.
Osiemnastowieczni pasterze i pasterki to w istocie przebrani kawalerowie i damy, kontynuujący na łonie natury swą niebezpieczną, lecz wdzięczną grę miłostek i intryg. Zresztą artyści XVIII wieku celowali w owych miłosnych historiach. Mniemali, ze zmysłowość należy pobudzać, co staje się tym łatwiejsze, im większe przeszkody stawia się jej zadowoleniu. Pisarze osiemnastowieczni, na przykład Choderlos de Laclos, opisywali w sposób niezwykle kunsztowny wszelkie fazy miłości i całą skalę towarzyszących jej doznań: kokieterię, obłudę, oszustwo, zazdrość, rozczarowanie, rozkosz, okrucieństwo, nienawiść i zemstę. Wszystkie te uczucia mogą wprawdzie rodzić namiętność, lecz nie świadczą o prawdziwej miłości.
Don Juan stał się bohaterem całego stulecia. Artystów ówczesnych cechowała bogata inwencja, umieli stwarzać przeróżne interesujące sytuacje: w poszukiwaniu rozkoszy kochanek juz to musi zrezygnować ze schadzki słysząc nagle obce kroki, juz to — niesłychanie zażenowany — wyciągnięty zostaje spod łóżka; lub znowu podstarzały małżonek cieszy się obrazem, na którym przedstawiono pieszczoty, jakimi darzy swą piękną żonę — a równocześnie ona sama, za jego plecami, przyjmuje umizgi malarza, którego ów obraz jest dziełem. Innym razem wścibski kochanek zagląda przez uchylone drzwi do pokoju swej ukochanej i widzi nieoczekiwaną scenę: oto służąca robi jego bogdance lewatywę. Gdzie indziej piękna kobieta podziwia sama siebie; przytula do piersi różę, porównuje siebie z kwiatem.
Erotyzm XVIII wieku pozwalał sobie wynosić pospolitą zmysłowość do godności sakramentu: jak niebiański ołtarz, pomiędzy chmurami i fruwającymi cherubinami, umieścił Fragonard wspaniałe łoże, arenę uciech miłosnych.