Znaczenie rzemiosła artystycznego wzrosło w XVIII wieku niebywale, nawet w porównaniu z epoką Ludwika XIV. Sztuka znalazła wreszcie bezpośredni dostęp do życia, towarzyszyła wszelkim wydarzeniom dnia codziennego, stała się źródłem nieustannej uciechy. Jednakże arystokraci, którym sztuka owa miała służyć, już do niej nie dorastali: z chwilą gdy utracili sporo swych sil witalnych, musiało to oczywiście odbić się także na artystycznych wyrobach.
Zapotrzebowanie na przedmioty luksusowe wpłynęło w XVIII wieku na powstanie we Francji tak szeroko rozgałęzionego przemysłu zdobniczego, jakiego w tej mierze nie posiadał żaden inny kraj. Pracowało tam mnóstwo stolarzy, odlewników, jubilerów, tkaczy, hafciarek i sztukatorów, z pokolenia na pokolenie przekazujących tajemnice swego kunsztu.Twory ich rąk są prawdziwymi dziełami sztuki i świadczą o subtelnym smaku: nie bez powodu poszczególne egzemplarze mebli noszą sygnatury swych twórców.
Do najbardziej ulubionych motywów dekoracyjnych rokoka należały muszle, łodygi i kwiaty. W elementach tych wyraził się cały kapryśny rytm ówczesnej sztuki. Uderza nas przede wszystkim niezwykła swoboda, a nawet samowola w traktowaniu form zapożyczonych z natury. Muszle, oplecione pędami roślin, obsypane kwiatami, piętrzą się na wzór spienionych fal. Masa ozdób znacznie osłabia efekt działania samego przedmiotu. Żaden inny ornament nie zdradza tylu wykroczeń przeciwko symetrii, co rokokowy. Ruch linii biegnie niespokojnie: łodygi kwiatów, pochylone w jednym kierunku, nagle a niespodziewanie wyginają się w stronę przeciwną: rytm raz się przyspiesza, raz znowu zwalnia. Przez swą nieobliczalność ornament rokokowy nabiera charakteru ludycznego, kojarzy się z tak bardzo w XVIII wieku lubianym menuetem, owym afektowanym tańcem, gdzie pary nagle się od siebie oddalały lub ku sobie zmierzały, gdzie wdzięczne ruchy danserów opisywały figuralne układy w powietrzu i na parkiecie.
W przeciwieństwie do uroczystych, dostojnych kandelabrów z XVII wieku, ścienny kinkiet osiemnastowieczny przeniknięty jest w każdym wygięciu wyrafinowaną elegancją i gracją. Świecznik taki składa się z drobniutkich listków, a lichtarzyki mają kształt kwiatów. Martwy przedmiot przekształca się tu niejako w roślinę, nie sprawia jednak złudnych efektów, gdyż całość wykonano z połyskliwego brązu: to raczej igraszka, zabawka, dowcipny żart, podobnie jak gdakanie kury niespodzianie dające się słyszeć w muzycznym utworze Rameau. Oczywiście wszystkie te listki i łodygi podporządkowane są roztańczonemu rytmowi rokoka.
Mogłoby się zdawać, ze artyści XVIII wieku zapomnieli, ze prosta jest najkrótszą drogą łączącą dwa punkty: lubują się bowiem w falistych, wygiętych liniach i w zaokrąglonych konturach. Stoliczki-konsole to istne arcydzieła obróbki drewna: zresztą nie sposób tu rozpoznać struktury tworzywa, tak całkowicie została poddana przemyślnym taktom roślinnym łodyg i muszli, występującym także w ozdobach stiukowych.
Można by przypuszczać, ze rokokowi artyści czynili co tylko było w ich mocy, aby unicestwić wszelką myśl o prawie przyciągania: stoliczek ma zaledwie dwie nóżki, jest więc bardzo wywrotny — tym bardziej ze podpórki te są wygięte, a części podtrzymujące i podtrzymywane stapiają się tu niemal w jedno. Cały mebelek, tworząc nieomal obręcz, stawia opór ciśnieniu, jakie napiera nań od góry. Szczególnie wyraźnie uwidacznia się styl rokoka w fotelach i sofach z połowy XVIII wieku. Nie przypadkiem Claude Crebillon, sławny w owej epoce pisarz, uczynił sofę bohaterką swego wiersza. Oczywiście fotele nie wydają się już tak uroczyste ani tak podobne do tronów, jak za czasów Ludwika XIV, są jednak Świecznik, po). XVIII w.znacznie wygodniejsze. W osiemnastowiecznym fotelu człowiek czuje się swobodnie, nic mu nie przeszkadza: jest to mebel szeroki, z oparciem wygodnie odchylonym nieco do tyłu. Często dwa fotele tworzą sofkę zachęcającą do spoczynku, na której można się ułożyć do słodkiego nieróbstwa lub pogawędki. Wygięte sylwetki takich mebli wydają się jednocześnie kapryśne i eleganckie, niekiedy nawet dziwaczne. Linie ich dzięki swej „sprężystości”, elastyczności, tłumaczą się z artystycznego punktu widzenia.
W XVIII wieku bardziej niż kiedykolwiek również i ubiór, zwłaszcza kobiecy, nabiera rangi dzieła sztuki. Doprawdy toaleta światowej damy przekształciła się w rodzaj ceremonialnego nabożeństwa. Dla należytej analizy osiemnastowiecznego stroju warto przypomnieć poprzednie etapy jego rozwoju.
- W starożytności ubranie składało się głównie z chitonu i płaszcza, ledwie skrojonych kawałków tkaniny narzuconych na ciało, opadających w naturalnych fałdach i nie hamujących swobody ruchów. Oczywiście odzież taka możliwa była jedynie pod słonecznym niebem Grecji. Wszakże natura nie była w kwestii ubrania czynnikiem decydującym.
- W późniejszej starożytności, zwłaszcza w Rzymie cesarskim, zaczęto materiał drapować staranniej, uzyskiwał on własną linię i zarys; pojawił się także tren, będący niejako przedłużeniem płynnych ruchów kobiecych.
- W średniowiecznej Europie ciało ciasno opinano odzieżą, szczególnie bogatą i elegancką na dworze burgundzkim. Figura kobiety otrzymała wspaniałe obramowanie: już wówczas znane były śnieżnobiałe, krochmalone czepce, bufiaste rękawy i długie, ziemię omiatające treny. Nie zwracano uwagi na rodzaj tkaniny, nadawano jej za to najdziwaczniejsze kształty. Odzież ta różniła się od antycznej tak bardzo, jak gotycka katedra od klasycznego peripterosu.
- Później, w epoce renesansu i w XVII wieku, znów zaczęto uwydatniać indywidualny wyraz stroju za pomocą materiału, piór i koronek. Najważniejsze elementy ubrania, przede wszystkim górna jego część, odpowiadały budowie człowieka i ta „humanistyczna zasada” przetrwała w tej dziedzinie aż po wiek XVIII, choć juz wówczas zaczęto ulegać przesadzie; i wyrafinowaniu.
Światowa dama miała wyglądać jak krucha, nieziemska istota, a jednocześnie! wydawać się mężczyznom źródłem rozkoszy (z całą powagą stwierdzał to w „Niebezpiecznych związkach” Choderlos de Laclos). Ogromne krynoliny na skomplikowanej konstrukcji z fiszbinów hamowały ruchy, ale upodobniały suknię do rozchylającego się kielicha kwiatu, z którego wysuwała się ciasno zesznurowana górna część ciała; jednocześnie spod rąbka sukni uwodzicielsko wyzierały drobne stopki. Proste i czytelne zarysy odzieży ustępują w XVIII wieku tak powszechnie lubianym łukom: owalnym dekoltom suto obramowanym pianą koronek. Fryzurę zdobią obecnie pióra, włosy posypuje się pudrem, policzki różuje. Rokokowy strój był straszliwie niewygodny i z tego powodu słusznie go atakowano. Nie ulega jednak wątpliwości, iż nie zbywało mu na uroku. Nie darmo Moreau le Jeune (1741 —1814), rysownik, operujący kreską szczególnie subtelną w serii miedziorytów „Monument du costume”, uwiecznił obraz nie tyle ówczesnego życia i obyczajów, ile raczej mody i kostiumu. Ubiór męski nie ustępował elegancją strojom kobiecym i nadawał tym, co nosili, wyraz zniewieściałości. Składał się nań luźny, otwarty frak, bogato jedwabiem haftowana kamizelka, żabot i mankiety koronkowe, spodnie do kolan, dłu gie pończochy i trzewiki z klamrami. Zarówno męskie, jak i damskie stroje szyto z kolorowych materiałów. Przeważały delikatne odcienie jasnego błękitu, różu, seledynu, cytrynowej żółci. Tołstoj w „Wojnie i pokoju”, chcąc ośmieszyć jedną z postaci, każe jej, zgodnie z osiemnastowieczną modą, zamawiać spodnie w kolorze od przestraszonej nimfy. Wolter z goryczą wyrzucał swym współczesnym ukochanie wszelkich drobnych form i nazwał wiek XVIII ,,le siecle des petitesses”. Lecz namiętność ta często bywała źródłem poetyckiego natchnienia. Jej to właśnie po części zawdzięczamy urocze wiersze szkockiego poety Burnsa, poświęcone margerytce lub myszy, którą niepokoi pług przechodzący przez pole.
W sztuce zamiłowanie do ślicznych drobiazgów sprzyjało rozkwitowi złotnictwa i przemysłu porcelanowego. Wyroby porcelanowe juz w XVII wieku przywędrowały do Francji z Chin, a wiek XVIII wykorzystał wszystkie zalety tego nader spoistego tworzywa, dopuszczającego taką subtelność form, jakiej nie sposób znaleźć nawet wśród starożytnych wyrobów z terakoty. W produkcji porcelany Niemcy (Miśnia od 1710) wyprzedziły Francję (Sevres, 1738), francuskie figurynki były natomiast wytworniejsze i bardziej subtelne. W produkcji niemieckiej, zwłaszcza z Frankenthalu, przeważał wulgarny dowcip, lecz barwy, jakie tam stosowano, świadczyły o większym zrozumieniu specyfiki porcelanowego surowca. Wśród malutkich tamtejszych figurek spotykamy najrozmaitsze, często z dużym humorem ukazane typy i scenki. Osiemnastowieczne zamiłowanie do kosztownych bibelotów i dar inwencji wyraziły się również w takich pracach jubilerskich, jak na przykład Przyjęcie u Wielkiego Mogola (początek XVIII w., Drezno, Grijnes Gewólbe), o stu trzydziestu siedmiu maleńkich, złotych figurynkach, z barwnymi baldachimami, licznymi znoszonymi w hołdzie darami i postacią samego władcy, tronującego w prześlicznie wykonanej komnacie z agatu.
- 1. Antoine Watteau, Święto miłości, fragment
- 2. Antoine Watteau, Turek, rysunek sangwiną
- 3. Antoine Watteau, Nadąsana
- 5. Fotel w stylu Ludwika XV
- 6. Konsola w stylu Ludwika XV
- 4. Germain Boffrand, Owalny salon w Hotel de Soubise, Paryż
- 7. Emmanuel Herę de Corny, Krata przy Place Stanislas, Nancy
- 8. Francois Boucher, Odpoczywająca Diana, rysunek sangwiną
- 9. Gabriel de Saint-Aubin, Rewizja, rysunek
- 10. Jean-Baptiste Simeon Chardin, Guwernantka
- 11. Jean-Marc Nattier, Portret kobiety
- 12. Jean-Michel Moreau le Jeune, Pożegnanie, sztych wykonany przez de Launay
- 14. Jean-Honore Fragonard, Praczki
- 13. Jean-Antoine Houdon, Popiersie Woltera
- 16. Georg Wenzeslaus von Knobelsdorff, Tarasy od strony parku w Sans-Souci, Poczdam
- 15. Matthaus Daniel Póppelmann i Balthazar Permoser, Pawilon Zwingeru, Drezno
- 17. William Kent, Prior Park, Bath
- 19. Wasilij Bazenow, Most nad wąwozem, pod Moskwą
- 18. James Gibbs, Biblioteka Radcliffe’a, Oksford
- 20. Wasilij Bazenow, Pałac Paszkowa w Moskwie (obecnie Biblioteka Lenina)
- 22. Thomas Gainsborough, Miss Catherin Tatton
- 21. Fiodor Rokotow, Portret Nowosilcowej, fragment
- 23. William Hogarth, Przy śniadaniu, rycina II z cyklu „Modne małżeństwo
- 24. Iwan Jermieniew, Śpiewający ślepi żebracy
- 25. Jean-Baptiste Simeon Chardin, Winogrona i granaty