Honore Daumier
Honore Daumier (1810—1879) rozpoczął artystyczną działalność jako grafik. Zarówno pochodzenie, jak i poglądy polityczne związały go ściśle z klasą robotniczą, która w tym właśnie czasie wystąpiła otwarcie do walki z burżuazją. “Pracować i żyć lub walczyć i umrzeć” — to hasło francuskiego proletariatu było również hasłem Daumiera. Jego wczesne karykatury trafiały w najsłabsze miejsca monarchii lipcowej. Satyra polityczna, która szeroko rozpowszechniła się we Francji w okresie rewolucji 1789 roku, w Anglii juz w XVIII wieku, a w pracach Rowlandsona uzyskała nieco jeszcze niezręczną, lecz wielką siłę oddziaływania, w rękach Daumiera przekształciła się w najprawdziwszą sztukę. Wynaleziona na krótko przedtem technika litografii, szeroko już we Francji stosowana, umożliwiała odtwarzanie mistrzowskiej grafiki Daumiera w całej jej bezpośredniej świeżości, a niska cena poszczególnych odbitek ułatwiała szerokie ich popularyzowanie.
Daumier, twórca graficznego eposu XIX wieku, wyprowadził sztukę na ulice, nauczył się przemawiać zrozumiałym dla wszystkich językiem, kochany był przez lud, a znienawidzony i prześladowany przez reakcję. Młodzieńcza litografia Daumiera Ulica Transnonain (1834) przedstawia lezące zwłoki robotnika, skrycie zamordowanego przez policję. Grafika ta z dokumentalną niemal ścisłością odtwarza wszelkie szczegóły morderstw, organizowanych przez paryską policję dla stłumienia robotniczego powstania. Obraz wywiera wstrząsające wrażenie: skrót ciała stanowi tutaj, jak u Mantegni, oznakę śmierci. Zamordowana ofiara wzywa do sprawiedliwej zemsty. Mała litografia wygląda niemal jak monumentalne malowidło, a ciało trupa przypomina posąg wykuty z kamienia. Daumier dorównał tu niemal dramatycznej sile wymowy Marata Davida. W licznych karykaturach nie omieszkał Daumier atakować także i Ludwika Filipa: nadawał wielkiej jego głowie (tej, jak powiadał Gogol, „nasadzonej rzepie”) kształt gruszki i opracował wiele wersji tej celnej a złośliwej metafory. Gdy karykatura polityczna została zakazana (1835), Daumier na dłuższy czas przechodzi do karykatury rodzajowej, godząc za jej pomocą w porządek społeczny lipcowej monarchii. Tworzy duże cykle litograficzne, poświęcone zawsze wspólnej tematyce: Obyczaje małżeńskie, Typy paryskie, Z historii starożytnej, Bas-bleus, Ludzie palestry, Dobrzy obywatele, Kąpiący się i wiele innych. W rysunkach tych zdumiewa nas niebywała obfitość szczegółów z epoki i bezbłędna trafność widzenia. Artysta nie ogranicza się zresztą do pojedynczych śmiesznych lub odrażających zjawisk drobnomieszczańskiego życia, lecz chwyta zawsze elementarne choroby burzuazyjnego społeczeństwa w jego całokształcie lub tez w takich szczegółach, jakie odsłaniają jego prawdziwy charakter. Nade wszystko interesuje go burzuazyjny wymiar sprawiedliwości i jego skomplikowana procedura, nadęci sędziowie i fałszywy patos adwokatów. Prowadzi nas także do teatru, gdzie afektowani aktorzy produkują na scenie swe umiejętności, zamożni amatorzy spokojnie drzemią na parterze, podczas gdy tłum na galerii szaleje z podniecenia; przedstawia drobne scenki z życia rodzinnego, kłótnie małżeńskie i próżność rodziców, ślepo zakochanych w swej rozkapryszonej i źle wychowanej progeniturze; śledzi z bezlitosnym szyderstwem zadowolone oblicze francuskiej burzuazji, która zdobywszy klasową hegemonię, chciwie wchłaniała wszelkie przyjemności życia. W dziełach Daumiera człowiek wygląda niemal jak owe potwory, które malowali Bosch, Bruegel i Goya: dziwna jest to istota, w swej wiecznej ruchliwości, w minach swych, zakłamaniu, napuszeniu, zmysłowości, ma policzki odęte, potężne szczęki, do dzioba podobny nos i niewielkie świńskie oczka. Niekiedy Daumier wywołuje u widza kpiący uśmiech, innym razem budzi moralny wstręt, który często urasta do granic szczerego oburzenia. Marzycielskość romantyków przekształciła się tu w złośliwą ironię — nasuwa się porównanie z ,,Atta Trollem” Heinego lub z jego hymnem do Morza Północnego. Przed XIX wiekiem nie spotykaliśmy równie celnej satyry społecznej, jak w dziele Daumiera. Nawet Hogarth wydaje się przy nim zbyt ciężki: jego przeładowane obrazy nie poruszają podstawowych problemów ludzkiej egzystencji, które odsłonić umiał jedynie Daumier. Niezwykłą siłę oddziaływania zawdzięczają prace Daumiera swej artystycznej jakości i twórca nigdy ich nie traktował wyłącznie jako ilustracji. Zawsze napomykał 0 tym, co już się było dokonało, albo tez o tym, co stanie się w przyszłości. Przede wszystkim jednak szukał takich sytuacji, w których akcja i cechy bohaterów wyraźnie się zaznaczały. Rysunków jego nie trzeba odgadywać ani tłumaczyć. Posiadał rzadką umiejętność pokazania komizmu wydarzenia lub groteskowej postaci za pomocą środków czysto graficznych. Rysunek pt. Wspomnienia ukazuje starego filistra, który słodkie marzenia o dawnej miłości umie połączyć z przytulną wygodą własnego łoza; Daumier nie zadowolił się tu wyliczeniem godnych uwagi okoliczności i przedmiotów, jak to zazwyczaj czynił Hogarth. Cel jego szyderstwa przedstawiony został w postaci juz na pół zwierzęcej, śmieszność nabiera tu cech upiornych, komizm przekształca się w potworność. Dotychczas bywało tak tylko u Arystofanesa. Nawet w najmniejszych swoich szkicach i winietach nie zatraca Daumier ostrości charakterystyki. Dwaj pijacy, rysujący nogami jakieś zawiłe monogramy, sami splatają się w drzeworytniczy monogram. Drzeworyt Pogarda przedstawia lekko naszkicowaną scenkę uliczną: dozorczyni w podkasanej spódnicy, z miotłą w ręku przystanęła na chwilkę, przyglądając się paniusi w kapturku, która spiesznie obok niej przemyka. Ileż pogardy w spojrzeniu dozorczyni! Jak ostro skontrastowane tu zostały dwie społeczne klasy. Na innej małej winietce ukazuje Daumier tylko dwie miotły 1 wiadro, a juz stawia przed nami atrybuty człowieka pracy tak wymowne, jakich nie spotykaliśmy ani u Holendrów, ani u Chardina. Jeden z drzeworytów z serii Los poety przedstawia scenę publicznego uwieńczenia: zmanierowanego, nisko kłaniającego się rymopisa łączy się z podającym mu laurową koronę prezydentem w płynną linię kształtu odwróconej litery “V”, co jeszcze wzmacnia mimiczną siłę wyrazu obydwu postaci. Finezja kreski Daumiera dorównuje tu mistrzostwu sztychów Callota i gotyckich miniatur. Podobnie jak Goya umiał Daumier we wszelkich rzeczach pospolitych i niepozornych znaleźć coś niezwykłego, wieloznacznego, niekiedy nawet groźnego. W „Kwiatach zła” Baudelaire’a jest wiersz o staroświeckich babulach, które przypadkowo spotkane na ulicy, objawiły się poecie niczym marionetki: garbate potworki, wykrzywione i podskakujące. Daumier, prowadząc widza na targ do mięsnej jatki, nadaje rzeźnikowi wzniosłość pogańskiego kapłana lub okrucieństwo kata. Daumierowscy adwokaci przypominają starorzymskich augurów lub drapieżne ptaki. Zapożyczona ze współczesnego teatru postać Roberta Macairea nabiera u Daumiera cech demonicznych; cyniczny oszust jest wszechobecny i nietykalny jak Cziczikow z „Martwych dusz” Gogola lub szkielet z drzeworytów Holbeina. Zagadnienie wzajemnego oddziaływania sztuki i życia, które niezmiernie interesowało romantyków, nie było obce i Daumierowi. Bohaterem jego często jest artysta w swojej pracowni: oto na płótnie powstają juz zarysy jakiegoś obrazu albo z nieforemnej bryły gliny wyłania się kształt ludzkiego ciała — materializacja fantazji i marzeń artysty. Daumier przedstawiał również miłośników i znawców sztuki, pogrążonych w kontemplacji nad starymi rycinami, w otoczeniu posągów i obrazów. Temat „sztuki i życia”, potraktowany komicznie, powraca w litografii opatrzonej podpisem „Jak miło jest podziwiać własny portret na wystawie”. Nadęty, zadowolony z siebie mieszczuch stoi tam z małżonką pod portretem, zwrócony do niego plecami. Malarz-pochlebca upodobnił go do wielkiego państwowego dostojnika, a on sam daHonore Daumier, Miotła i wiadro, drzeworyt remnie usiłuje przybrać pozę jeszcze większej godności. Litografie Daumiera mają wielką siłę oddziaływania; postaci rozmieszczone są w przestrzeni w sposób niezwykle wyrazisty. Daumier wybierał punkt widzenia, z którego najlepiej mógł uchwycić daną akcję, i energicznie modelował każdą bryłę. Jednocześnie wyczuwamy gwałtowny ruch ręki artysty prowadzącego kreskę („On ma gest” — stwierdził kiedyś Daumier, gdy chciał pochwalić rysunki innego grafika). Te z pozoru niedbałe, a jednak z wielkim wyrazem rzucane na płaszczyznę kreski Daumiera odtwarzają życie w jego całej różnorodności i nietrwałym pulsowaniu, a w porównaniu z jego pracami karykatury siedemnastowieczne wyglądają jak sztywne maski. Wszelako Daumier był nie tylko satyrykiem. Wielkie jego znaczenie i na tym polega, ze malarstwem swoim umiał także stworzyć pozytywny obraz człowieka. Do najbardziej ulubionych jego bohaterów należeli robotnicy, praczki, rzemieślnicy — a obok nich artyści, pogrążeni w zadumie amatorzy starodawnych zabytków i marzyciele w typie romantycznych bohaterów Gerarda de Nerval. Wszystkich pochłania praca i twórczy, ponadludzki wysiłek — jako ze Daumier bynajmniej nie protestował przeciwko temu, ze człowiek musi wytężać się w trudzie: uważał, ze takie właśnie jest prawo życia. Niektórzy ówcześni artyści, jak przyjaciel Daumiera Jeanron lub Tassaert, starali się tak ukazywać biednych ludzi lub chłopów, aby budzić poniżającą ich litość. Inaczej Daumier: wydobywał na jaw wewnętrzną wielkość pracy, piękno pochylonego ciała brukarza, dźwigających ciężary praczek, balansującego na linie czeladnika malarskiego. W dobie rewolucji 1848 roku konieczne było połączenie wszystkich demokratycznych sił całego francuskiego społeczeństwa i Daumier, który sam wywodził się z ludu, spełnił postulat ukazywania w sztuce człowieka. W tym samym czasie robotnicy stają się tematem także i poezji. Takie uogólnienie człowieka jak w obrazach Daumiera znaleźć możemy jedynie w antyku, renesansie albo u Rembrandta. Wnikliwością przewyższył artysta większość Holendrów i Hogartha. Monumentalny obraz Republika (1848) ujął w postać krzepkiej kobiety, podającej pierś swoim dzieciom; godne jest uwagi, ze inspirując się wzorami klasycznymi, Daumier upodobnił swoją Republikę do robotnicy z jednego z własnych rysunków. Inny obraz Daumiera przedstawia długi pochód ludzi przytłoczonych jarzmem niedoli, ciężko idących swoją drogą. Poziomy format pracy podkreśla jeszcze bezkresny ciąg tego ludzkiego potoku. Cała scena zanurzona jest w półmroku, co wzmaga jej smutny nastrój. Obok kolumny ludzi biegnie pies i ten drobny epizod nadaje całości (jak często i u Rembrandta) wyraz jakiejś ufności. Dokąd zmierza ta rzesza uciekinierów? Kim są ci nieszczęśnicy, tak doświadczeni przez los? Obraz ów budzi uczucia nieopisanie przejmujące, podnosząc nędzę emigrantów do zjawiska o znaczeniu ogólnoludzkim. Artysta posłużył się środkami malarskimi tak oszczędnie, jak Poussin w najlepszych swych dziełach W postawie ludzkiego tłumu odnajdujemy nastrój żałobnego marsza z „Eroiki Beethovena — w skromnym swym obrazku dociera Daumier do głębszych warstw życia niz Delacroix w kompozycjach przesadnie patetycznych. Daumier zyskał u swych współczesnych opinię przede wszystkim znakomitego litografa — podstawą jego egzystencji była grafika. Obrazy tworzył dla siebie, niemal nikt nie znał jego malarstwa, a przecież był to jeden z najlepszych malarzy XIX wieku, obdarzony niezwykłym talentem kolorystycznym. Nie stosował co prawda niemal wcale barw czystych i jasnych, do ulubionych przezeń tonów należały przytłumione ochry, sepia, oliwkowa zieleń i zgaszony błękit, a także czerń. Oglądane z bliska — malarskie jego prace wydają się nieudolne, wykonane pobieżnie i nie dokończone. Lecz ,,brudne” kolory i „toporne” światła umiał artysta łączyć w podstawowej tonacji obrazu, harmonizując sąsiadujące barwne plamy. Istotne szczegóły promieniują u niego zazwyczaj świetlną aureolą albo rzucają blask na pobliskie przedmioty. Spośród wszystkich malarzy XIX wieku Daumier najlepiej odczuwał światłocień Rembrandta, chociaż nie posługiwał się światłem rozproszonym i roztapiającym kontury przedmiotów, ale silnymi świetlnymi kontrastami, które lepiej odpowiadały napięciu jego ostrego światopoglądu. Obrazy Daumiera są tak prawdomówne, jak jego malarskie przekonania. Odpychającą brzydotę adwokatów w czarnych togach lub ugięte pod ciężarem postacie praczek umiał przekształcać w rzeczywiste piękno malarskie. Daumier długo interesował się postacią Don Kichota, którego głęboki, ludzki i filozoficzny sens odkryli właściwie dopiero romantycy. Daumierowskich Don Kichotów nie można uznać za ilustracje, ponieważ nie chodzi w nich nigdy o jakieś określone wydarzenia czy przygodę wędrownego rycerza. Don Kichot i Sancho Pansa są dla Daumiera dwoma biegunami tej samej ludzkiej natury. W swoim cyklu przypatruje się im z różnych stron, snując rozważania nad osobliwościami ludzkiej natury, nad jej komizmem i nad jej cechami wzruszającymi. Refleksja pojawia się tu na zmianę ze współczuciem, a dowcip miesza się z zachwytem. W obrazach tych skupia się więcej sprzeczności niz w Ślepcach Bruegla — Daumier, jako romantyk, obchodzi się ze swym bohaterem znacznie swobodniej. Szeroki sposób malowania ,,nie dokończonych” obrazów oznacza, iz artysta rezygnował z iluzyjności danego ujęcia. Rosynant przekształca się niemal w wielbłąda (bardzo rzadki wypadek karykatury zwierzęcia), a sam rycerz wygląda jak widmo. Szczególnie pociąga nas dobroduszność, z jaką artysta wykpiwa swych bohaterów, z którymi jednocześnie sympatyzuje. W późnych litografiach porzuca Daumier satyrę i szyderstwo na rzecz powagi i tragizmu wielkiej sztuki. W porównaniu z pracami wcześniejszymi forma staje się bardziej oszczędna, a każdy obraz nabiera głębokiej symboliki. Przedstawione na jednym z rysunków drzewo jest uosobieniem Francji, ale nie ma w nim nic ze sztucznej, konwencjonalnej alegorii, jego sens oddany został czytelnie i obrazowo, jak w przysłowiu. Wielka troska o losy ojczyzny łączy się z przeświadczeniem o jej wewnętrznej sile. Mała praca urasta do miary monumentu, niczym wyznanie wiary całego narodu. W nowożytnej sztuce europejskiej istniało kilka określonych typów artystów: u jednych budziła entuzjazm fizyczna i duchowa siła człowieka — poprzednikami ich byli Masaccio i Donatello; inni, jak i Rafael, zachwycali się ludzkim wdziękiem i urodą; jeszcze inni, śladem Grunewalda, zwracali się ku cierpieniom człowieka; czwarta wreszcie kategoria malarzy umiała podkreślać ludzkie ułomności, przypominając tym Bruegla. Każdy na swój sposób służył ludzkości i czynił, co mógł, aby ją wzbogacić. Znaczenie Daumiera polega na tym, ze w pracach swoich poruszał wszystkie wymienione tematy.