Z początkiem XVIII wieku kontynuowano jeszcze budowę wielkiego królewskiego pałacu w Wersalu, uzupełniając równocześnie urządzenie jego wnętrz; w pałacowych salach odbywały się uroczyste, wspaniałe przyjęcia. Po śmierci Ludwika XIV w 1715 roku etykieta dworska nieco się wprawdzie rozluźniła, przy czym luksus i rozrzutność nawet jeszcze wzrosły, lecz cały sposób życia i gust pozostały nie zmienione. Sztuką rządziła Akademia, przestrzegająca tradycji Lebruna. Tylko umiłowanie Rubensa, jakie żywiła w tej epoce pewna grupa francuskich artystów, świadczyło, ze przygotowuje się nowy przewrót w sztuce. W tym czasie działa we Francji malarz o subtelnym i wielkim talencie —
Antoine Watteau (1684—1721). Pochodził z Valenciennes, małego miasteczka na granicy francusko-belgijskiej, i stamtąd przybył do Paryża. W stolicy obracał się w niewielkim kręgu znawców malarstwa, takich jak kolekcjoner Crozat, sprzedawca dzieł sztuki Gersaint i inni. Za namową przyjaciół, choć niechętnie, przedstawi) jeden ze swych obrazów Akademii i uzyskał tytuł jej członka, mimo iż własna jego sztuka nie miała nic wspólnego z akademizmem. Był to człowiek nietowarzyski, niespokojny i skłonny do melancholii — opowiadano, że do swoich prac odnosi) się bardzo krytycznie, a w nagłych napadach niezadowolenia niekiedy nawet je niszczył. Ciężka choroba wcześnie położyła kres jego życiu. Od czasów Poussina nie było we Francji malarza tak wybitnego jak Watteau. Arystokracja niezbyt go ceniła, mimo iz w najlepszych swych dziełach odtwarzał właśnie jej obyczaje. Rozpoczął wprawdzie od malowania obrazków z życia ludu, na wzór Flamandów, później jednak ukazywał najczęściej strojnych elegantów i damy na tle cienistych parków lub jasnych łąk. Swoje frywolne sceny (fetes galantes) budował zdumiewająco konsekwentnie i głęboko. Tematycznie na jego obrazach nie dzieje się zazwyczaj nic godnego uwagi. Damy w niedbałych pozach siedzą na trawie; obok nich kawalerowie, którzy zrzuciwszy jedwabne płaszcze, szepczą damom miłosne słówka, zabawiają je wesołą rozmową lub muzyką. Niekiedy pary wstają i wdzięcznie obracają się w tańcu. Czasem któryś z panów pozwala sobie na gest zbyt natarczywy, wtedy spotyka się z energiczną odprawą. Jeśli zaś kawalerowi uda się uwieść damę, oboje starają się uciec od reszty towarzystwa w zaciszny zakątek parku. W świecie opiewanym przez Watteau miłość jest wszechobecna; nawet marmurowe boginie schylają głowy i z wyrozumiałym uśmiechem słuchają zwierzeń zakochanych. Podobną tematykę znaleźć juz można było u Giorgiona, zwłaszcza w jego Wiejskim koncercie (Luwr), w obrazach o szczęśliwym złotym wieku, który od czasów renesansu tak często był przedmiotem marzeń. W okresie późnego średniowiecza znajdziemy lepsze jeszcze przykłady w tzw. ogródkach miłosnych, gdzie kawalerowie i damy pośród ukwieconych łąk zaznają niebiańskich uciech. Ów stary, tradycyjny motyw zachodnioeuropejskiego malarstwa ujęty został przez osiemnastowiecznego malarza na wskroś oryginalnie. Miłosne scenki służyły mu za pretekst do charakteryzowania wnikliwie zaobserwowanych ówczesnych światowych rozrywek, afektowanych, a w istocie pustych konwersacji. Dzieła jego zapowiadają upadek kultury wersalskiej, kres „wielkiego stulecia”.
Obrazy Watteau nigdy nie ukazują szczęścia niczym nie zmąconego, jak Wiejski koncert Giorgiona czy Ogród mi/ości Rubensa. Nad pracami tego malarza unosi się nieokreślona, a dawnym malarzom nie znana melancholia, jakby stałe poczucie niedosytu. To właśnie uczucie wiedzie artystę z otwartych placów ku ocienionym zakątkom, pod gęsty, ściśle sklepiony dach zieleni drzew, skąd z trudem juz tylko dostrzega się zamgloną dal, a smugi świateł na niebie wydają się osobliwie piękne. U Watteau beztroska radość przyćmiona jest zawsze nieuświadomioną tęsknotą, przez co obrazy jego tchną powagą zmieszaną z ledwo uchwytną a gorzką ironią. Nie przypadkiem tez w wesołym tym towarzystwie tak często pojawia się postać samotnego młodzieńca. Pogrążony w myślach, stoi on zazwyczaj z dala od innych, niczym nieproszony gość na wesołej uczcie. A nawet gdy jego mroczna sylwetka się nie pojawia, łatwo się domyślić, ze sam twórca obrazu ogarnia swe pogodne scenki melancholijnym spojrzeniem. Dotychczas arystokracja budziła jedynie podziw artystów, lecz syn ubogiego dekarza bystrym swym okiem dojrzał w niej pustkę, marność i pośpiech przemijania. Najbardziej znanym obrazem Watteau jest Odjazd na wyspę Cyterę (1717, dwie wersje w Luwrze i Berlinie). Temat zaczerpnął malarz ze sztuki teatralnej, lecz ujął go według własnej koncepcji. Strojni panowie i panie siedzą na wzgórzu, w cieniu rozłożystych drzew, przy posągu ozdobionej girlandami Wenery. Inni schodzą ze wzgórza na brzeg, gdzie czeka na nich złocisty statek, nad którym unoszą się wesołe amorki. W oddali, w oparach mgły, widać skaliste, wysokie brzegi wyspy, ku której dążą zakochane parki, aby tam zakosztować prawdziwego szczęścia w miłości. W obrazie tym, przeznaczonym dla Akademii, ów łańcuch postaci wydaje się nieco sztuczny.
Wiele mniejszych obrazów, między innymi Święto miłości (Drezno), wystawia najpiękniejsze świadectwo obserwacyjnym talentom i wyobraźni Watteau. Mamy tu niezwykłe bogactwo ostro uchwyconych motywów, cały świat owych beztroskich ludzi, pośród przyrody, w krajobrazie, który daje się ogarnąć wzro-kiem az po skraj błękitnego horyzontu. Interesujące to sceny, szczególnie dlatego, iz wszystko w nich przekształca się w poetyckie marzenie. Każda postać zarysowana jest czytelnie, lecz kształty jej ciała przesłaniają wzorzyste tkaniny, aksamity i jedwabie, a materiały te z kolei rozpływają się w lśnieniach i błyskach barw. Zieleń drzew w świetle wieczoru przetwarza się w złocistą i barwną bajkę, marmurowy posąg bogini różowieje i zdaje się oddychać, jak żywy: podobnie jak u Velazqueza rzeczywistość zbliża się do fantazji, nieomal stapia się z nią w jedno. U Velazqueza wszelako dominuje świat realny, podczas gdy u Watteau — marzenie. „Jedynie fantazja daje szczęście”, powiedział później Rousseau. Nieprzypadkowo tez miłosne scenki Watteau przypominają przedstawienia teatralne: artysta malował obrazy zarówno z włoskich, jak i z francuskich komedii. Ulubieni jego bohaterowie to pierrot i kolombina, przybrani w barwne kostiumy, składający sobie miłosne wyznania, zakłamani w swej elegancji, afektowani w swym wiarołomstwie.
Pośród teatralnych obrazów Watteau najwybitniejszy jest Gilles (Luwr). Aktor w białym atłasowym kostiumie, na zewnątrz spokojny, dziwnie zamyślony i skupiony, stoi na samym skraju sceny, jakby niczym nie związany z wesołym towarzystwem tuz za jego plecami. Watteau był urodzonym malarzem, odznaczał się doskonałym wyczuciem kolorów. Zainteresowanie problematyką barwy wzbudziła we Francji walka zwolenników Poussina ze zwolennikami Rubensa, opowiadających się bądź za rysunkiem, bądź za kolorem. Podziw, jaki żywił Watteau dla Rubensa, wpłynął na rozwój jego malarskiego talentu. Nasycone barwami ciepłymi, nawet płomiennymi, obrazy jego mówią o inspiracji mistrzów flamandzkich (Sąd Parysa, 1719—1721, Luwr). W świetlistych, drobnych postaciach, na tle ciemnych drzew, dostrzec można ślady światłocienia Rembrandta (Wesele wiejskie, Madryt). Lecz w gruncie rzeczy koloryt Watteau jest na wskroś oryginalny. Malował delikatnymi, często przejrzystymi farbami, a szczególną predylekcją darzył rozmigotane półtony różowe, jasnobłękitne, złote lub w odcieniu fioletowego bzu. Zarzucano mu, ze nigdy nie czyści swej palety, ze dlatego nie można się u niego doszukać barw czystych i zdecydowanych. Jednakże urok prac Watteau polega właśnie na działaniu najsubtelniejszych niuansów. Zresztą obok nikłych półtonów kładł nieraz akcenty barwne bardziej energicznie lub rzucając kilka czarnych czy granatowych plam, nadawał swojej gamie więcej siły i głębi. Nigdy tez nie unikniemy wrażenia, ze barwy Watteau juz to powstają jedne z drugich, już to zestawione są kontrastowo, juz to łączą się w jedną melodię i napełniają całą płaszczyznę pulsującym życiem.
Malarstwo Watteau opiera się wyraźnie na muzycznym podłożu. Mały obrazek Nadąsana pomyślany został niby fragment scenki miłosnej. Dar obserwacji artysty, jego prawdomówność są tu szczególnie widoczne. W czarnej, jedwabnej sukni siedzi kapryśnica z zadartym noskiem, pyzatą buzią, nieco wytrzeszczonymi oczami i odętymi ustami. Mocno zacisnęła piąstki, a minkę ma pełną uporu, nie przejawiającą nawet cienia życzliwości. Za nią kawaler, na pół lezący na płaszczu, usilnie stara się ją przekonać, czy tez w milczeniu słucha jej wyrzutów. Dopiero gdy tę rodzajową scenkę Watteau porównamy z obrazami holenderskimi o podobnej treści, w pełni zdołamy docenić specyfikę francuskiego artysty.
„Mali mistrzowie” zwracali przede wszystkim uwagę na piękno przedmiotów codziennego użytku, zabiegali również o staranne odtwarzanie tkaniny sukni tak, jakby malowali martwą naturę. W każdej scenie chodziło im nie tyle o akcję, ile 0 wyrażenie klimatu życia mieszczańskiego: zamożności, bogactwa, domowego nastroju. Watteau przeciwnie: interesuje go głównie charakter człowieka i międzyludzkie stosunki, szczegóły zaś mają dlań tylko podrzędne znaczenie. Sposób w jaki odkrywa cechy charakteru, porównać można jedynie z literackimi portretami La Bruyere’a. Także i w scenkach intymnych zrywał Watteau z kanonami „wielkiej sztuki”. W Leningradzie znajduje się obecnie obraz, na którym artysta namalował niski horyzont i na jego tle wyraziście zarysowane wielkie sylwetki. Drzewa w głębi obrazu nadają całej kompozycji poczucie umiaru i klarowność. W jednym z ostatnich swych obrazów — w Szyldzie antykwariatu Gersainta (1721, Berlin) — stworzył Watteau ze sceny rodzajowej (sklep z dziełami sztuki, eleganckie postacie śmiało naszkicowanych światowców, amatorów sztuki) dzieło monumentalne, przypominające nieomal Las Meninas Velazqueza. Lecz i tu wszystko wskazuje na kres „wielkiego stulecia”: oto pakują do skrzyni portret Ludwika XIV.
Dar obserwacji Watteau, jego typowo francuskie, szybkie spojrzenie ujawnia się szczególnie wyraźnie w rysunkach. Tu jest on juz prawdziwym realistą. Współcześni chwalili jego ołówek za ,,l’esprit et la verite” (dowcip i prawdę). Wiele szkiców, sporządzonych przez Watteau z natury, przeszło w nie zmienionej niemal postaci do jego obrazów, a zgadzają się z nimi tak doskonale, jak gdyby artysta juz przy pracy nad studium z natury wyobrażał sobie przyszły obraz do najdrobniejszych szczegółów. Na rysunkach Watteau spotykamy wiele typowych dla XVIII wieku, dokładnie scharakteryzowanych postaci. Widzimy tam chłopów, pasterzy, żołnierzy, rzemieślników i księży, a przede wszystkim oczywiście kawalerów i damy w takich samych pozach, w jakich odnajdziemy ich na jego obrazach. Jeden z rysunków szczególnie trafnie prezentuje postać, ubiór i energiczny krok służącego — Turka, niosącego tacę. Również i w literaturze francuskiej powstaje zainteresowanie egzotyką (wymowny przykład: „Listy perskie” Monteskiusza). Rysunki Watteau są prawdziwe, ale jego postacie tchną zawsze elegancją, niemal przypominającą lekkie porcelanowe figurki. Za pomocą sangwiny, węgla 1 kredki osiąga Watteau znakomite efekty barwne. Studia z natury Watteau nie zdradzają ani śladu chorobliwej słabości i znużenia, które tak często cechują jego obrazy. Wyrazistość kreski i plastyczność form wykazują pokrewieństwo z tak klasycznymi rysownikami, jak Rafael lub Rubens. Watteau był przede wszystkim wielką artystyczną indywidualnością, ale i u niego daje się odczytać owa zmiana gustów, jaka nastąpiła we Francji w początkach XVIII wieku, owo poszukiwanie nadmiernie juz wysubtelnionej elegancji, które pojawia się po śmierci Ludwika XIV w okresie regencji (1715—1723). Pod koniec pierwszej polowy XVIII stulecia nowy kierunek artystyczny całkowicie już się we Francji ukształtował, by przetrwać niemal pół wieku. I podobnie jak łatwo rozpoznajemy zabytki gotyku po kształtach wyostrzonych i smukłych, tak dzielą reprezentujące omawiany nurt charakteryzują się wyginającą się linią ornamentów stroju, mebli i rysunku. Nazywano ów kierunek „style rocaille” (muszelkowy — skąd wywodzi się termin „rokoko”) lub tez „stylem Ludwika XV”. Nie można tu jednak mówić o stylu w takim samym sensie, co o gotyku czy baroku. Lechy rokoka występują wprawdzie konsekwentnie we wszystkich nieomal dzie-dzinach plastyki, zespół ich jednak nie wyraża jakiegoś potężnego prądu opartego na określonym światopoglądzie. Była to tylko moda, która przez pewien czas fascynowała ludzi w ich nieustannym poszukiwaniu nowości. Niektórzy traktują rokoko jako swoistą odmianę baroku.